sobota, 5 października 2013

Kulinarni czytają. Kabamaiga - Sto kolorów kuchni

Blog dzisiejszego Gościa weekendowego cyklu „Kulinarni czytają” można określić mianem „dla każdego coś dobrego”. Pisząc bowiem ten wstęp i przeglądając „Sto kolorów kuchni” nasunęło mi się jako pierwsze właśnie to powyższe stwierdzenie. Znajdą więc tam coś dla siebie zarówno amatorzy słodkości, ale również i ci, którzy wolą dania wytrawne. Plusem również jest to, że większość proponowanych  przez Karolinę, czyli Kabamaigę potraw na blogu nie wymaga dużego nakładu pracy i czasu, a dodatkowo przekonującym argumentem są również miłe dla oka fotograficzne ilustracje.

Moje typy? Pierogi z ciasta francuskiego z kojącą dla organizmu kaszą jaglaną, quinoa z figami, świetna alternatywa dla sklepowych tortilli – łatwy domowy chlebek, czyli flatbread z patelni, oraz sezonowa czekośliwka. A do porannej kawy, jako inspirację - cały dział śniadaniowy. Mniam :)

Po więcej przepisów odsyłam Was na Sto kolorów kuchni, a teraz zapraszam do lektury, co lubi czytać Kabamaiga.


Karolino, dziękuję :)


1. Książki, które czytam najchętniej:

Wszystko zależy od sama nie wiem czego. Mam wrażenie, że czytam książki fazami. Kilka lat temu był okres z książkami o Indiach i Afganistanie (wtedy zresztą powstał mój blog).  Potem przekonałam się do kryminałów i o Indiach zapomniałam.  Była też faza literatury skandynawskiej. Teraz czytam Folletta.  Co mnie dziwi to to, że między każdym takim okresem mam przerwę w czytaniu.  Za co się nie zabiorę, nic mi nie pasuje, nie jestem w stanie przeczytać więcej niż kilkadziesiąt stron książki.  Do czasu, aż trafię na coś fantastycznego.  Wtedy zaczyna się kolejna faza.  Jaka będzie następna?  Też jestem ciekawa.



2.  Ulubiona książka kulinarna:

Nie mam jednej ulubionej książki kulinarnej. Są tylko takie, do których zaglądam bardzo często, czy to w poszukiwaniu konkretnych przepisów, czy też aby tylko (?)pooglądać zdjęcia.  Są też takie, z których zrobiłam prawie wszystko, tak jak „Meals in minutes” Harriott’a.  W szafce w kuchni są te, z których korzystam najczęściej, a do pokoju przeniosłam ten najcięższe (bo szafka nie wytrzymywała) i najrzadziej używane.  Tak mi się przynajmniej wydawało, kiedy je przenosiłam.  Teraz już nie jestem tego taka pewna ;)




3.Książkowe wyznanie:

Bardzo często mam problemy z zapamiętaniem imion bohaterów.  Jestem wzrokowcem i zdecydowanie łatwiej zapamiętać mi twarz niż imię. Ten sam problem mam też przyglądaniu filmów.  Walter White?  To pamiętam, ale jak nazywa się jego żona? 
Kiedy zaczynałam Filary Ziemi, non stop zaglądałam na początek książki, gdzie miałam wypisanych wszystkich najważniejszych bohaterów. Trochę pomogło, ale teraz już znowu nic nie pamiętam.
Zdarzyło mi się też zupełnie zapomnieć o czym była dana książka.  Najśmieszniejszą sytuację miałam z „Władcą much”. Pamiętam jak czytałam ją po raz drugi.  Czytając każdą kolejną stronę wiedziałam, że już to znam.  Jednak za nic na świecie nie mogłam sobie przypomnieć co będzie dalej.  Szczerze?  Znowu nie pamiętam tej historii.


4.Książka, którą czytam obecnie:

Obecnie na tapecie jest Follet. Po „Filarach Ziemi” czytałam kolejne tomy. Potem przyszła kolej na „Upadek Gigantów” i „Zimę Świata”. „Lwy Pansziru” doskonale pasują do mojego okresu z Afganistanem, chociaż przeczytałam je dopiero w lipcu.  Teraz czytam „Człowiek z Petersburga”.  Czy będzie kolejna jego książka?  Z jednej strony bym chciała, ale z drugiej może czas na odmianę?  Z tą książką idzie znacznie gorzej niż z pierwszymi.




15 komentarzy:

  1. Ha ha ,m Karolina czyli pamięć doskonała tylko krótka ,a książki kucharskie fajne masz wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja czyta(ła)m książki fazami. Przewinęło się dzięki temu kilka różnych tematów: była Japonia, obozy hitlerowskie, temat narkomanii, powieści kulinarne. Teraz mam fazę na trochę inny temat pn. "polskie powieści" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z "Filarami ziemi" też tak miałam - ciągle zaglądałam na początek, bo mi się wszyscy mylili... Ale książka świetna :) Na półce mam "Igłę", której jeszcze nie czytałam, ale jakoś nie mogę się za nią zabrać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczko a wiesz, że ja też miałam fazę powieści kulinarnych? Zresztą te Indie też były częściowo kulinarne. Tam wszystkie kobiety siedziały przy garach i człowiek robił się głodny jak myślał o tych zapachach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W temacie Indii i kulinariów polecam Ci "Sto odcieni bieli".

      Usuń
    2. Oj Oczko, Oczko. A jak myślisz? Skąd nazwa mojego bloga? ;)

      Usuń
  5. "Filary ziemi" K. Folleta uwielbiam - podobnie pozostałe tomy. Najlepiej czytać je zaraz po sobie, żeby ci bohaterowie się nie pomieszali...

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie było poczytać o Karolinie :).
    Nareszcie!Chciałabym dodać ;). Folleta jeszcze nie czytałam, ale jestem ciekawa, więc może kiedyś sięgnę.
    Co do powieści kulinarnych to miałam na nie fazę , to były wszelakie powieści z Włochami w tle. Potem minęło mi, bo za dużo tego było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak - "La Cucina" na przykład ;)

      ps. Jak myślisz, kogo jeszcze możemy przeczytać w cyklu?

      Usuń
    2. Hmm, Sis, nie wiem, a co powiesz o
      Pistachio http://pistachio-lo.blogspot.com/
      Słodkiej Babeczce http://babeczka.zuzka.pl/
      albo Olciku: http://waniliowachmurka.blogspot.com/
      ?

      Usuń
    3. Racja - do Lo jeszcze nie pisałam. Słodkiej Babeczki nie znam, więc zerknę, a Olcik niestety nie odpowiedziała na zaproszenie :(

      Dzięki i myślę dalej :)

      Usuń
    4. A Małgoś Dz to już była tutaj ze zwierzeniami?

      Usuń
    5. Siostra, to hmmm... skomplikowane. Nie wszyscy zapalają się do pomysłu.

      Usuń
  7. A, rozumiem...
    No to szukajmy dalej :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...