poniedziałek, 21 października 2013

Po ciemnej nocy, jasny świt. Joanna Bator - Ciemno, prawie noc




„Taką historię piszę gotycką. Zamek Książ, księżna Daisy, różne historie wałbrzyskie. Z czasów wojny mam wątek, ale głównie dzisiaj, współcześnie. Na dniu dzisiejszym, znaczy, się skupiam.” *


Dzień dzisiejszy w Wałbrzychu w powieści "Ciemno, prawie noc" nie wygląda zachęcająco. Jest ponury jak późne grudniowe popołudnie. Chłodne, rozciapane od brudnego śniegu i ciemne. Do takiego właśnie Wałbrzycha przyjeżdża Alicja „Pancernik” Tabor. Jest to trudny powrót w rodzinne strony, które wcale nie kojarzą się miło, do których się nie tęskni, i które trudno jest wspominać. Wraca oficjalnie jako dziennikarka, która ma napisać reportaż o tajemniczym zniknięciu trójki dzieci. W niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła Andżelika z wielorodzinnej, patologicznej rodziny, Patryk, porzucony przez rodziców i wychowywany tylko przez babcię oraz Kalinka-Nikola – owoc kazirodczego związku, do czasu zniknięcia przebywająca w domu dziecka „Aniołek”. 

Powiązania rodzinne i patologia związana z zaginionymi jest lustrem nastrojów panujących w mieście. Bo oprócz ginących dzieci, giną również zwierzęta - głównie koty. Ich zresztą w książce przewinie się sporo, podobnie jak kocich karmicielek: Dzika Baśka, Babcyjka, Apolonia Kitti Kitti, Kocińska, Kokota, Agnes Kociałapa, Święta Kocia, Makota, Ciotka Podkotek. Wszystkie one porozumiewają się swoim kodem, dziwnie się zachowują, ale niewątpliwie mają jakąś misję, związaną nie tylko z napełnianiem brzuchów głodnych kocich bezdomniaków.

W mieście odczuwalne są negatywne nastroje podburzane przez religijnych fanatyków, któremu przewodniczy Jerzy Łabędź – samozwańczy prorok, następca Jana Kołka, nakręcający religijnymi frazesami ślepo poddańczy lud i postulujący o postawienie pomnika Matki Boskiej Bolesnej. 
Sceny odbywające się na rynku czytałam bardzo opornie. Te sytuacje przypominały mi te z realnego życia, fanatycznych dziesiętnic na Krakowskim Przedmieściu, tekstów o prawdziwych patriotach, o wyświechtanych słowach: moralność i godność. „Kto przeciw nam, ten w ogóle nie jest Polakiem. A jak nie jest Polakiem, to wiadomo kim.” – czyż nie brzmi znajomo?

Dopełnieniem tego, są rozdziały, w których mieszkańcy rozmawiają na czacie. Bluzgi, agresywne, wyuzdane słowa, pogarda i wyższość – oto kolejny element mrocznego Wałbrzycha z powieści.
Wróćmy jednak do Alicji. Przyjeżdża do miasta. Ma wynajęty pokój w hotelu, mimo to postanawia zamieszkać w swoim domu rodzinnym – budynku pamiętającym czasy, kiedy w jego murach zamieszkiwali niemieccy obywatele sprzed wojny, dla których Waldenburg był jeszcze ojczyzną. Dom współcześnie jest  stary, sypiący się, zardzewiały - ma się wrażenie, że trzeszczy w posadach. Ale ta mroczność i ponurość też jest po coś. Opowiada bowiem o trudnej rodzinie Alicji: historii jej matki, ojca – poszukiwacza, dziwnej siostry. O nieuchwytnych relacjach, niedopowiedzeniach, tajemnicach i lęku.  Splata ze sobą opowieść o dorastaniu sąsiada – Alberta Kukułki, dziwnego ni to Cygana, ni Niemca, ni Polaka, który nie wiedzieć dlaczego, zawsze na głowie nosi pilotkę. Zawsze. Bez względu na porę roku.

Jest też zamek Książ, który niczym z horroru góruje nad miastem. Do którego ciągną poszukiwacze pereł księżnej Daisy, kociary oraz sprzedawcy kości.

I temat najtrudniejszy - pedofilia i gwałty. Religijni fanatycy, bluzgi, przemoc słowna i brudy życia codziennego bledną przy tym, jak wypłukane w wybielaczu. Są jak niewybredne tło dla ludzkiej tragedii.
„Ciemno, prawie noc” to książka „brudna i lepka”. Nieprzyjemna w odbiorze, jak bluzgi, a przy tym porywająca, mimo że momentami czułam się, jakbym przedzierała się przez zimową mgłę lub wchodziła w ciemną bramę śmierdzącą szczynami. Miejscami oniryczna i trudno zrozumiała na początku (jak wątek z kociarami) rozjaśnia się dopiero pod koniec czytania, a pomiędzy stawiając w głowie mnóstwo znaków zapytania.


Przed lekturą, przy okazji nagrody NIKE, czytałam opinie, iż „Ciemno, prawie noc” jest książką słabszą od poprzedniego wałbrzyskiego dyptyku, czyli „Piaskowej Góry” i „Chmurdalii”. Rzeczywiście – nie wciągnęła mnie ona w swój świat tak mocno, jak jej poprzedniczki. Mało tego – pozostawiła niedosyt przez mało rozbudowane, czasem wręcz płaskie życiorysy, których zawiłość była rozwiązywana zbyt szybko w toku narracji. Niemniej jednak – odrzucający mrok i wspomniany wcześniej „brud” nie pozwolił mi się oderwać od książki, nim mój wzrok nie spoczął na ostatnim zdaniu.

Dla kogo ta książka? Na pewno dla odważnych, dla ciekawych, i dla poszukujących. To nie jest lekka obyczajówka, żaden romans, ale też nie horror. To opowieść o ciemnej stronie życia, o której wolelibyśmy nie wiedzieć. I która daje nadzieję, że po równie ciemnej nocy, zawsze przychodzi jasny świt.


„Jakaś kobieta w turkusowym swetrze i góralskiej chustce pojawiła się z miską jedzenia i z ośnieżonego labiryntu nagle zaczęły wychodzić koty. Stado kotów czułych jak radary, które Daisy zostawiła tu na straży. Kociara popatrzyła na nas badawczo i uśmiechnęła się uspokojona.”





5/6
________
Wszystkie cytaty: Joanna Bator, „Ciemno, prawie noc”, wyd. W.A.B.
Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Czytamy powieści obyczajowe
Recenzja bierze udział w wyzwaniu:  Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę

6 komentarzy:

  1. Z oczywistych powodów mam tę książkę na liście "do przeczytania". Sądzę, że mimo wszystko może mi się spodobać. Wbrew pozorom lubię takie ponure książki, które pokazują, jak ciemny jest świat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też powoli zabieram się do przeczytania tej książki. Liczę, że wciągnie mnie "Ciemna strona życia":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna Bator potrafi dobrze opowiadać. Życzę Ci przyjemnej i wciągającej lektury :)

      Usuń
  3. Wpadłaś do mnie ostatnio, więc pewnie wiesz, że jestem świeżo po lekturze tej książki. Moje odczucia sa bardzo mieszane: dawno nie czytałam ksiązki, która tak bardzo poruszyłaby moje emocje (negatywne - strach, żal, przerażenie) i jednocześnie wciągnęła żywą fabułą i ciekawym językiem. Pomimo tego cieszę się, że wpadła mi w ręce.
    Bardzo ładne zdjęcie na początku - subtelne nawiązanie do treści? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ mam porównanie wszystkich trzech książek Pani Joanny - ostatnia już nie wywarła na mnie takiego wrażenia, co pierwsza - "Piaskowa góra". Ale oczywiście nie chcę uchybić przez to "Ciemno, prawie noc." To książka brutalna, ciemna, brudna, ale z dobrze poprowadzoną narracją i ciekawą historią. Czekam na kolejną książkę autorki. Z tego, co wiem - pierwsze zdanie w niej będzie zaczynać się od kota - to tak a propos zdjęcia ;) I tak, masz rację - chciałam nim wpisać się w treść. Chyba się udało? ;)

      Pozdrawiam

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...