poniedziałek, 22 grudnia 2014

Czarno - biała Ameryka. Kathryn Stockett – Służące


„I have a dream” – te słowa znają chyba wszyscy. To powtórzenie, które zastosował Martin Luther King, czarnoskóry działacz na rzecz zniesienia segregacji rasowej w USA, podczas przemówienia na schodach Mauzoleum Abrahama Lincolna w ramach „Marszu na Waszyngton”, które odbyło się 28 sierpnia 1963 roku. Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo, bowiem to właśnie ten 16. Prezydent USA 100 lat wcześniej ogłosił Proklamację Emancypacji, której efektem było formalnie zniesienie w Stanach niewolnictwa.  Jednak nie od razu kolorowi uzyskali pełnię praw obywatelskich. Długo jeszcze żyli z ograniczeniami wynikającymi z segregacji rasowej. Segregację, czyli dyskryminację ze względu na kolor skóry zniesiono pół wieku temu, w 1964 roku mocą Ustawy o prawach obywatelskich, a 44 lata później urząd prezydenta USA objął Afroamerykanin. Można powiedzieć, że Martin Luther King pośmiertnie mógł zatriumfować.

Sam 1963 rok to okres, który zapisał wiele zdarzeń na koncie historii świata (za Wikipedią): The Beatles wydali swój pierwszy album Please Please Me, Korea Północna  rozpoczęła regularną emisję (propagandowego) programu telewizyjnego, proklamowano Socjalistyczną Republikę Jugosławii, a Josip Broz Tito został jej dożywotnim prezydentem, w Libii zniesiono ustrój federalny i zmieniono nazwę kraju na Królestwo Libii, zmarł papież Jan XXIII, a nowym papieżem został Paweł VI, z kosmodromu w Bajkonurze (Kazachstan) wystartowała Walentina Tierieszkowa na statku Wostok 6, pierwsza kobieta w przestrzeni kosmicznej i 3 dni później powróciła na Ziemię,  Wielka Brytania przyznała autonomię Zanzibarowi, w USA odbył się ww. Marsz na Waszyngton, w wyborach parlamentarnych w Iranie po raz pierwszy uczestniczyły kobiety, pierwsze Lamborghini zeszło z linii produkcyjnej, w Dallas został zamordowany 35. prezydent Stanów Zjednoczonych - John Fitzgerald Kennedy, Kenia ogłosiła niepodległość.


Wyjątkowo zdarzyło się, że polska okładka jest najbardziej adekwatna do treści powieści, a nawet do okładki fikcyjnej książki zawartej w treści "Służących"


I właśnie w tym gorącym okresie Kathryn Stockett umieściła akcję „Służących”. W 1963 roku, w Jackson, w stanie Missisipi* mieszkańcy miasta zaczytują się książką anonimowego autora zatytułowaną „The Help”, zwierającą 12 wywiadów przeprowadzonych z czarnoskórymi pomocami domowymi. Miasteczko huczy od plotek, bo Hilly Holbrook – młoda mężatka i prezeska stowarzyszenia zbierającego fundusze na Bardzo Głodujące Dzieci Afryki, wieszczy, iż domowe tajemnice swoich pracodawców zdradziły czarnoskóre pracownice z ich miasteczka. 

Lata ’60-te w Stanach Zjednoczonych (i w „Służących”) to czas młodych, idealnych wizerunkowo mężatek z gromadką dzieci, bogatym mężem i równiutko przystrzyżonym przydomowym trawnikiem. Nie ma tam miejsca na przypadkowość, a relacje koleżeńskie są tyleż samo skrojone na miarę, co ich pastelowe sukienki. Oczywiście w społeczności najbardziej punktują te kobiety, które męża już mają lub bardzo się o to starają – a niechby nawet i przy pomocy uczynnych koleżanek - swatek lub podręcznika łapania mężów.

„Zasada numer jeden z podręcznika łapania mężów autorstwa pani Charlotte Phelan głosiła, że ładne i drobne dziewczęta powinny podkreślać urodę makijażem oraz wyprostowaną sylwetką, a wysokie i nieciekawe zaś funduszem powierniczym.” **

Praca dla kobiet, jeśli już jest – to tylko mało wymagająca oraz tak samo – mało prestiżowa i nisko płatna: stenotypistki, sekretarki, gospodyni kobiecego, gazetowego działu doradzającego jak usunąć plamę z kołnierzyka lub uszyć bluzeczkę dla dziecka. 

„Z czerwonym długopisem w dłoni przeglądam pojedynczą kolumnę pod nagłówkiem DAM PRACĘ – KOBIETY.
Dom towarowy Kennington szuka przedsiębiorczych, dobrze wychowanych, uprzejmych i uśmiechniętych sprzedawczyń!
Szukam zadbanej, młodej sekretarki. Umiejętność pisania na maszynie nie jest wymagana. Dzwonić do pana Sandersa. (…)
Poszukiwana młodsza stenografka, Persy and Gray, 1,5 dolara za godzinę. (…)
Mój wzrok wędruje do kolumny DAM PRACĘ – MĘŻCZYŹNI. Przynajmniej cztery kolumny wypełnione są ogłoszeniami oferującymi pracę dla kierowników banku, księgowych, pracowników biura subskrypcji pożyczki państwowej, nadzorców zbioru bawełny. W tej kolumnie Persy and Gray proponują młodszym stenografom godzinną stawkę wyższą o pięćdziesiąt centów.”

Kobiety, wciąż mające niższą pozycję społeczną, od swoich mężczyzn, podnoszą ją kosztem czarnoskórych pomocy domowych, a doskonałym do tego narzędziem jest segregacja rasowa, która w II połowie XX wieku wciąż ma się dobrze: rasy biała i czarna, zgodnie z prawem Jima Crowa nie mogą wspólnie uczęszczać do tych samych budynków użyteczności publicznej: szkół, kościołów, restauracji, czarnoskórzy pracują za minimalną stawkę i mają obowiązek siadania w autobusach tylko na wyznaczonych miejscach. To tak na przykład.


Nie jest dziwnym więc, że książkowa Hilly Holbrook, pod przykrywką dbałości o higieniczne bezpieczeństwo, podejmuje Inicjatywę  Sanitarną dla Pomocy Domowych, czyli ustawę, zgodnie z którą czarnoskórzy pracownicy nie mogą korzystać z toalet swoich pracodawców.

„Hilly Holbrook  prezentuje Inicjatywę Sanitarną dla Pomocy Domowych, mającą na celu zapobieganie chorobom. Tania instalacja ubikacji w twoim garażu bądź szopie, dla domów bez tego istotnego udogodnienia.
Drogie panie, czy wiecie, że:
- 99% wszystkich chorób kolorowych przenosi się poprzez mocz.
- Biali mogą zostać permanentnie okaleczeni przez niemal wszystkie z tych chorób ze względu na brak odporności, którą kolorowi mają, dzięki swojej ciemniejszej pigmentacji.
- Niektóre zarazki przenoszone przez białych mogą być również szkodliwe dla kolorowych.
Chrońcie siebie. Chrońcie swoje dzieci. Chrońcie swoje pomoce domowe.
A my, Holbrookowie, mówimy wam: nie ma za co!”

Głos w powieści otrzymały czarnoskóre pomoce domowe. To one opowiadały o rodzinach, którym usługiwały, wychowywały ich dzieci, gotowały im obiady, sprzątały domy i poświęcały swoje prywatne życie na rzecz bogatych, białych panienek z „dobrych domów”. Ciekawym zabiegiem było zastosowanie nie języka literackiego, ale „pozwolenie”, aby Aibileen i Minny mogły mówić swoim niezbyt wyszukanym, czasem mało gramatycznym i koślawym stylem (polski przekład zastosował słowa: nerwuje, wykituje, mało brakło, tera, psze pani, dzisiej, miały coś naprzeciwko, podniesłaby, lubieją, od ósmej we wieczór, każden jeden, śmiecie, wyciągła, popchła, w garku, dochtor, świeczki wygły).

Dla mnie to powieść kontrastów: białej i czarnej skóry, niewykształconego języka i mądrości życiowej, biednych i bogatych. „Służące” są zarówno zabawne (scena z ogródkiem pełnym sedesów, historia z czekoladowym ciastem, relacje Minny z Celią Foote, korygująca seksualne preferencje herbatka mamy Skeeter), jak i bardzo smutne (przemoc domowa, Ku Klux Klan, ograniczenie praw, śmierć czarnoskórego za skorzystanie z publicznej  toalety zarezerwowanej dla białych).
Ale też traktująca o dwóch rodzajach wykluczenia społecznego: na tle rasowym, ale też na tle towarzyskim (w ramach jednej rasy). 

Bardzo, naprawdę bardzo dobra książka. Pod koniec czytało się ją jak thriller, bardzo wciągająca, bardzo zabawna i bardzo pouczająca. I aż mi żal, że film o tym samym tytule tak bardzo po macoszemu potraktował obiekt adaptacji. Dawno nie oglądałam filmu z  tak poszatkowanym i pozostawiającym dezorientację dla odbiorcy scenariuszem. Książkę przeczytać warto, na film niekoniecznie trzeba sobie rezerwować czas.


„Autobus jedzie prędzej po State Street. Jedziemy przez most Wilsona, a ja zaciskam zęby tak mocno, że prawie mi się łamią. Jak umarł Treelore, zakiełkowało we mnie to gorzkie ziarno i tera czuję, jak rośnie. Chcę krzyczeć, tak głośno, coby usłyszała mnie Malutka, że brudny nie znaczy kolorowy, a choroby to nie murzyńska dzielnica. Chcę powstrzymać tą chwilę, co przychodzi w życiu każdego jednego białego dziecka, jak zaczyna myśleć, że kolorowy nie jest taki dobry jak biały.”


Ponieważ „Służące” były clou naszego ostatniego Sabatowa, zapraszam do Natalii celem zapoznania się z protokołem po książkowym spotkaniu.


* Na koniec trzy ciekawostki na temat stanu Missisipi:
1. Polska nazwa stanu Missisipi, w którym umieszczona została fabuła powieści, ma odmienną pisownię od oryginału. To tzw. egzonim, który dopuszcza takie odstępstwa względem nazwy obiektu geograficznego. Prawidłowa pisownia w języku angielskim i językach pozostałych powtarza literę s oraz p (zatem w USA "nasze" Missisipi ma formę Mississippi).
2. Południowe stany USA, tzw. Konfederacja, w skład której wchodziło Missisipi to obszar Stanów, na którym rasizm i segregacja rasowa miały najwyższy stopień aprobaty wśród białej społeczności.
3. Chociaż niewolnictwo w Stanach zniesiono w latach '60-ych XIX wieku, w stanie Missisipi formalnie obowiązywało do 2013 r. (sic!). Wszystko przez urzędnicze niedopatrzenie, przez co przez 150 lat oficjalnie nie ratyfikowano 13. poprawki do amerykańskiej Konstytucji.


A tutaj do obejrzenia zdjęcia Afroamerykanów z okresu segregacji rasowej.

6/6
_________________
** cytaty: Kathryn Stockett – Służące (tyt. oryginału: The Help, przekł. Małgorzata Hesko – Kołodzińska), wyd. Media Rodzina 2010, s 581

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:


14 komentarzy:

  1. Brzmi interesująco, tak obrazowo jakoś. Jak kiedyś gdzieś zobaczę, to może i się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobra książka z dobrze zbudowaną fabułą. Warto jej poszukać np. w bibliotece.

      Usuń
  2. Niesamowita recenzja niesamowitej książki. Dzięki za przypomnienie. Ekranizacja tej książki też mi się bardzo podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie problem w tym, że o ile książka była świetna, o tyle film dla mnie - niekoniecznie.

      Usuń
  3. Ta książka chyba nie w moim typie, ale fajnie, że tobie się podobała :) http://pizama-w-koty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam film, ale myślę, że książka też by mi się spodobała. Rzeczywiście - co do okładki - również mi polska wersja najbardziej odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mając na uwadze to, jakie książki widziałam u Ciebie - myślę, że ta mogłaby Ci się spodobać :)

      Usuń
  5. Mam w planach w przyszłym roku, koniecznie muszę ją przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę. Widziałam film, ale to chyba nie to samo co książka. Na pewno się różni : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różni się, a ściślej - jest niedpowiedziany.

      Usuń
  7. Rzeczywiście, polskie wydanie tej książki może pochwalić się najładniejszą okładką. Nie wiem czy najlepiej dobraną, bo nie czytałam jeszcze tej książki, ale poluję na nią już od dawna. Akurat tę powieść chciałabym mieć na półce, a nie w historii wypożyczeń na koncie bibliotecznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta sobie myślę, że i ja ją bym chętnie zatrzymała na swojej półce. Niestety muszę odnieść na półkę biblioteczną.

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...