niedziela, 8 listopada 2015

Czy facet to słaba płeć? Haruki Murakami – Mężczyźni bez kobiet

Tylko mężczyzna bez kobiety potrafi zrozumieć, jak ciężko, jak boleśnie jest stać się jednym z mężczyzn bez kobiet. Traci się cudowny zachodni wiatr. (…) Z oddali słyszy się melancholijne, żałosne pieśni marynarzy. (…) Dzwoni się do kogoś po pierwszej w nocy. Ktoś do ciebie dzwoni po pierwszej w nocy. (…) Płaczesz na wyschniętej szosie, mierząc ciśnienie w oponach.*



Jeszcze żaden inny pisarz nie wzbudził we mnie takiej upartości, co Haruki Murakami. Z każdą przeczytaną książką staram się zgłębić jego fenomen i wciąż nie trafiam na żaden ślad. Wiem, wiem – po raz kolejny powiecie, że zabieram się za niewłaściwe książki, że dopiero te topowe pomogą mi uwierzyć w tego boga. Ale z drugiej strony, skoro Murakami nieustannie typowany jest na kandydata do literackiego Nobla, jego książki muszą mieć to coś, co pozwala poczuć tę ponadprzeciętność. I wiecie co? Coś znalazłam – tym wspólnym mianownikiem jest mężczyzna.

Ale to nie jest dobra wieść, bo mężczyźni u Murakamiego to nie jest zbyt fortunny materiał na parę do związku. To słabeusze, których przerasta rzeczywiste życie, którzy w kobietach szukają celu swoich działań i budują swoją tożsamość. Kiedy kobiety z ich życia znikają – oni szamoczą się niczym ryby w siatce.
„Mężczyźni bez kobiet” są właśnie najjaskrawszym przykładem mojej teorii: w innych mężczyznach szukają odbicia nieżyjącej żony (Drive my car), po rozstaniu głodzą się na śmierć (Niezależny organ) lub czekają, ciągle czekają (Szeherezada). Ech! Czytając zadawałam to samo pytanie, co kiedyś Danuta Rinn.



Jeszcze w trakcie lektury przyczepiłam się do opowiadania „Yesterday”. Było dla mnie na tyle niestrawne, że po 3 stronach porzuciłam je z myślą, że (ewentualnie) zostawię na koniec. W międzyczasie w Internecie trafiłam na wywiad z polską tłumaczką książek Murakamiego, Anną Zielińską-Eliott. Zachęciła mnie do powtórki z (początkowo) denerwującym opowiadaniem. Translatorski wybieg z gwarą poznańską okazał się ciekawym eksperymentem. Powiem więcej – opowiadanie stało się pysznym deserem po niezbyt smacznym obiedzie. Murakami wciąż się nie obronił, ale powinien podziękować polskiej autorce przekładu.

I tak się zastanawiam, że może „Yesterday” powinnam potraktować jako alegorię moich zmagań z książkami Murakamiego? Może w końcu trafię na taką, będącą nareszcie deserem, który osłodzi mi tę poprzednią niechęć? ;) Zobaczymy. Obiecuję, że następnym razem zabiorę się za tę, którą najbardziej i najczęściej polecaliście mi wcześniej - za „Kronikę ptaka nakręcacza”. Może to jest ten mój torcik? ;)

A komu polecę „Mężczyzn bez kobiet”? Na pewno fanom Murakamiego, ale też takim, jak ja uparciuchom. Natomiast samo „Yesterday” dla ciekawskich eksperymentalnej formy przekładu.


Egzemplarz do recenzji przekazało wydawnictwo MUZA SA

3/6
______________________________
*cytat - Haruki Murakami – Mężczyźni bez kobiet (przekł. z japońskiego Anna Zielińska-Eliott), Wyd. MUZA SA 2015


8 komentarzy:

  1. O popatrz tej książki jeszcze nie czytałam. Mi tam od "Kroniki ptaka nakręcacza" bardziej podobała sie "Kafka nad morzem". W Kafce są koty ;)

    Justa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak się składa, Moja Droga, że w księgarni pojawiła się niedawno - 21 października. W bibliotece mogą jeszcze nie mieć.

      Usuń
  2. Miałam kiedyś fazę na Murakamiego, ale później mi się trochę przejadł. Chyba nadal jestem w stadium przejedzenia, ale na pewno w końcu mi przejdzie. I wtedy przeczytam.

    Pozdrawiam,
    Po Książkach Mam Kaca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem w stadium: "czekam na zachwycającego Murakamiego" ;)

      Usuń
  3. Ojej. To już kolejna taka opinia i trochę mnie to niepokoi. Nie będę się śpieszyć z tą lekturą, choć... zaciekawiłaś mnie gwarą poznańską. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, przeczytaj ten rozdział. Ciekawa jestem, jak go odbierzesz :)

      Usuń
  4. U Murakiamiego - którego uwielbiam, zawsze są koty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jako pierwsza odkryła, jak miło jest w Kino dzika młoda kotka, popielata z długim, pięknym ogonem. Spodobała się jej półka w kącie baru, zwijała się tam w kłębek i zasypiała. Kino w miarę możliwości zostawiał ją w spokoju. Pewnie sobie tego życzyła. Raz dziennie ją karmił i zmieniał jej wodę. Niczego więcej nie robił. Zainstalował też małe drzwiczki, żeby kotka mogła sobie wchodzić i wychodzić, kiedy chciała. Ale z jakiegoś powodu wolała wchodzić i wychodzić z ludźmi głównymi drzwiami."

      Masz rację! ;) To z najnowszego, recenzowanego zbioru ;)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...