wtorek, 19 kwietnia 2016

Wehikułem czasu po dzielnicy północnej. Jerzy S. Majewski – Warszawa nieodbudowana. Żydowski Muranów i okolice


Warszawa przed 1939 r. była światową stolicą języka jidysz. Dzielnica żydowska  zajmowała blisko jedną piątą miasta, rozciągając się do okolic Prostej, Zielnej, Pańskiej po Powązki. Popularnie nazywano ją dzielnicą północną lub Nalewkami. (…)
W północnej dzielnicy Warszawy i na niektórych ulicach Pragi można było żyć latami i rozmawiać wyłącznie po żydowsku. Bernard Singer opisywał, jak ci sami ludzie na Franciszkańskiej czy placu Krasińskich rozmawiali ze sobą po polsku, bliżej Nalewek mieszali polski z jidysz, by na Nalewkach czy Gęsiej przechodzić na język żydowski.*




Za rogiem ulicy Długiej, wzdłuż Ogrodu Krasińskich oraz równolegle do ruchliwej ulicy Andersa znajduje się cicha, mało uczęszczana ulica Bohaterów Getta. Ta niepozorna uliczka do wybuchu wojny była tętniącą życiem arterią porównywalną do współczesnego Nowego Świata. Wybuch powstania w getcie żydowskim 19 kwietnia 1943 roku był początkiem końca nie tylko życia tej ulicy, ale przede wszystkim egzotycznego świata w sercu Warszawy. Do 1939 roku w stolicy mieszały się trzy główne języki: polski, rosyjski i jidysz. A do 1914 roku więcej Żydów niż w Warszawie było tylko w Nowym Yorku.


Tyle zostało z długiej, gęsto zabudowanej i gwarnej ulicy Nalewki...


Dzisiaj nie tylko nie ma już dzielnicy żydowskiej w Warszawie, ale również z trudem znaleźć można namacalne jej ślady. Zniszczenia wojenne i powojenna odbudowa miasta na zawsze pogrzebała nie tylko całe kwartały budynków, ale i gruntownie przebudowała przebieg ulic. Ulica Nalewki pozostała w szczątkowym odcinku oddając nazwę innej ulicy, której przebieg pokrywa się w części z nieistniejącą ulicą Gęsią. Próżno szukać ulicy też ulicy Solnej, Mylnej, czy ówczesnej Kupieckiej.

Przewodnikiem po historycznej Warszawie jest właśnie „Żydowski Muranów i okolice” Jerzego S. Majewskiego. Nie jest to typowy spacerownik, ani przewodnik po ocalałych śladach żydowskich. To raczej wehikuł czasu oprowadzający po nieznanej krainie. Bo i w istocie rzeczy przedwojenna dzielnica żydowska jawiła się jako inny, egzotyczny świat. Warszawiacy niezbyt często zapuszczali się w te rejony, a jeśli już, to często w celach zakupowych. Bo oprócz okazałego Pasażu Simonsa, same Nalewki były handlowym i gwarnym zagłębiem z jubilerskimi warsztatami, składami kolonialnymi, rzemieślniczymi pracowniami, sklepami z galanterią, jatkami, składami papieru i materiałami piśmienniczymi, sklepami z futrami uznanych marek, wieloma kramami spożywczymi, a nawet… krowiarnią oferującą mleko prosto od krowy.

Na Nalewkach było taniej, niż w mieście, a do tego oferowały one bogatszy asortyment. Pomarańcze z Jaffy i śledzie najlepsze można było dostać tylko na Nalewkach. Do 1939 roku na tejże ulicy działało ponad tysiąc przeróżnych firm (nie wliczając w to sklepów z Pasażu Simonsa). Każda zachęcała własnym szyldem w jidysz i po polsku oraz z obrazkami (te ostatnie dostosowane dla analfabetów) oraz niekiedy zabawnymi hasłami reklamowymi: cukiernia „Frajda Natychmiast” (od imienia i nazwiska właścicielki), zakład stolarski z napisem „Wygodne trumny”, czy jak na Nowiniarskiej – wizerunkami przerysowanych dzikich kotów reklamujących sklepy futrzarskie. A dopełnieniem były okrzyki ulicznych sprzedawców i handlarek, typu: „Bajgle bez dziur wielkie jak wór!”, „Tańcujące rybki – złoty za kilo!”, „O panowie, nadziewane kostkes!”, „Wrzący bób”.

Oczywiście handel to nie jedyny przyczynek dla historycznego spaceru po byłej dzielnicy żydowskiej. To również zlepek pojedynczych ludzkich historii, obraz zwykłego życia żydowskiej ulicy, ale i trudów przebywania w murach getta, dziwnych przypadków, kryminalnych wypadków, często uwagi na temat prymitywnej, drewnianej zabudowy i związanej z tym nędzy (jak na ulicy Lawendowej, czyli obecnej Krochmalnej) i w opozycji - zachwycających budowli (jak Pasaż Simonsa, czy synagoga na Tłomackiem).


Aby je opisać autor książki przebrnął przez pamiętniki, wspomnienia (np. Józefa Hena), ówczesne relacje prasowe, doniesienia z kronik kryminalnych, zachowane zdjęcia przedwojennej Warszawy i szyldów reklamowych. Wszystko to tworzy ciekawy obraz dawnego świata, który obecnie w Warszawie istnieje tylko w szczątkowej ilości materialnych śladów. Bo każdy "wirtualny spacer" Nalewkami, Gęsią, Muranowską, Krochmalną, pl. Mirowskim, Dziką i jeszcze kilka innymi opisanymi ulicami kończy się w tym samym stylu: "nie przetrwał ani jeden budynek", "w miejscu dawnej kamienicy rośnie trawnik", "zabudowa została spalona i rozebrana", "reszta spłonęła, nie ocalało nic", "miejsce, gdzie była niegdyś ulica - zieje pustką", "stanął tu blok osiedla Za Żelazną Bramą" itd, itp. Tym bardziej miałam dzięki tej książce bardzo ciekawą wyprawę w przeszłość.


6/6
______________
* Jerzy S. Majewski – Warszawa nieodbudowana. Żydowski Muranów i okolice; wyd. Agora SA 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...